-

valser

Młody Pulfoń i SANEPID

Dawno temu, w początku lat siedemdziesiątych, czyli za większego bajtla na ul. Wolnego w Miechowicach-Bytomiu rządził Andrzej Kostorz. "Mioł szysnoscie lot" i dobrze wysypany wąs. Całą reszta na placu była od niego dużo młodsza i nawet Hans, który był ode mnie starszy o rok nie próbował się mu postawić. Hans miał młodszego brata Zygfryda, który był z kolei w wieku mojego brata Wojtka. Ja z bratem byliśmy na placu jedyni „gorole”. Było sie gorolem przez rodziców, którzy tu na Śląsk przyjechali nie wiadomo skąd i po co, no i rodzice i dzieci nie "godali" normalnie jak reszta. i nic nie pomagało, że ktoś urodził się w Bytomiu. Jak rznęliśmy w piłe to każdy chciał być w drużynie z Andrzejem Kostorzem. To bowiem gwarantowało sukces i poczucie, że jest się lepszym, bo wybranym przez Andrzeja. Mnie i mojemu bratu przypadało w udziale zawsze grać przeciwko Andrzejowi. O składach drużyn decydował zawsze Andrzej, a zwykle to działo się tak – staliśmy w całą grupa razem - ja, mój brat Wojtek, dwa Pulfonie (młody i stary), Robert Gawenda, Hans i Zygfryd Rieger, Rułecka i Andrzej Kostorz. Andrzej komunikował skład bardzo prosto – "gromy tak – jo, mody Pulfoń i Rułecka, a wos reszta" - czyli jadymy trzech na sześciu. My – mój brat i ja – dwa gorole, żeśmy zawsze grali razem. Andrzej nas nigdy do swojej drużyny nie wybrał. Nigdy, za co jestem wdzieczny. Stawiał Modego Pulfonia na bramie i kazał mu się nie popisywać ino "brać bal do rynki i wykopnąć na przodek". Rułecka stał u Andrzeja na obronie - z tym samym poleceniem – "nie kiwać się ino szibko dać bal do przodu" gdzie Andrzej sam załatwiał całą resztę. U nas, w mojej druzynie, nikt nie chciał stać na bramie, bo strzały Andrzeja ciężko było zatrzymać, ale załatwialiśmy to tak, że kto puści gola to „złazil z budy” i grał w polu, a jego miejsce zajmował następny w kolejce. I tak to szło. Ja lubiłem grać z bratem, bo on był mały i się dobrze kiwał, ale po kiwce zawsze podawał. Jak miałem piłkę to zawsze szukałem brata, żeby podać, bo on po kiwce oddawał piłkę. „Give and go” to się teraz w piłce nazywa. Myśmy to grali zanim to zostało nazwane. Zdarzało się czasem tak, że Andrzejowi z nami nie szło, bo Stary Pulfoń wbiegał w brata w bezlitosci i Młody Pulfoń zaczynał płakać, bo był najmłodszy i Andrzej nie miał wtedy bramkarza. Młody Pulfoń podeptany przez brata po prostu płakał, Andrzej nie miał bramkarza i trzeba było „zmieniac sklady”. Zwykle brał starego Pulfonia, który wydaje mi się, teraz po latach, specjanie eliminował brata, żeby grać „u Andrzeja”. To oznaczało dla nas ubytek jednego gościa że składu. Młody Pulfoń siedzial na aucie i płakał, a my zamiast w sześciu graliśmy w pięciu, a stary Pulfoń był lepszy na bramie niż młody. Wszyscy byli wściekli oprócz Andrzeja i Starego Pulfonia.
Próbowaliśmy młodego Pulfonia przywrócić do składu – my, chopy z przeciwnej drużyny, bo Andrzejowi było już wszystko jedno. Jego taktyka była ta sama – tym razem stary Pulfoń miał dać bal na przód i grało się to samo, a my musieliśmy się bronić o jednego mniej, częściej stać na bramie. Na młodego Pulfonia nie było rady, nic nie pomagało. Żadne terapie uspokajające nie skutkowały. Zygrfryd, który był z Pulfoniem w jednej klasie, próbował go zmotywowac, mówiąc do niego - "Pulfoń, ty Płacypito, skończ już ryczeć i właź do budy", ale wtedy Pulfoń płakał jeszcze więcej, bo go Zygfryd przezwał „Płacypita”. Młody Pulfoń ryczał i nie mógł się uspokoić z kilku powodów. Po pierwsze i chyba najważniejsze – że nie grał, po drugie, że nie grał z Andrzejem Kostorzem, po trzecie, że go bolało, następnie, że go własny brat dojechał, który chciał grać z Andrzejem, po ostatnie, że nikt go nie lubił, bo cała gra się wywracała. Poza tym – nikt nie chciał byc „Płacypita”, nikt mazgajstwa nie lubił i nikomu na placu do głowy by nie przyszło, żeby z tego zrobić cnotę, a Młody Pulfoń, z racji tego, że był najmłodszy, szukał u nas zrozumienia, litości i liczył, że bedziemy mu współczuć. Niestety otrzymywał w zamian szydere, agresję i zwykłą nienawiść, że psuje nam wszystkim zabawę. Ciekawe, że nikt nie miał pretensji do Starego Pulfonia? No, ale cóż, taka jest polityka i nikt się nie litował nad Młodym Pulfoniem, że ten akurat postanowił być Żydem. Może dzisiaj, po latach, byłoby inaczej? Na naszym placu jednak tak to wygladało.


Żeby jednak uciec od tych podworkowo-koszernych wątków proponuję kilka obrazków, które mówią więcej niż tysiąc słów, a pokazują, że można inaczej.

Parę słów o Hong Kongu, ale nie o ekspansji gospodarczej, wzroście ekonomicznym, braku podatku VAT - o tym nie ma co pisać, bo to są kwestie oczywiste i w sumie nudne. O wiele ciekawsze jest „zycie na placu”.
W samym sercu wyspy, w odległości spaceru od City – azjatyckiego centrum ekonomicznego jest „Toy’s Market”, a na nim takie obrazki, że jakby polski SANEPID miałby wydawać pozwolenie na działalność handlowa, to musilby zapłakać, na spółkę z ekologami, obrońcami zwierząt i nie wiem z kim jeszcze.

Oto, prosto z wody „Frutti di Mare”, z natlenionej wody, bezposrednio do worka nylonowego i biegiem na patelnię.



W tej siatkowo-metalowej skrzynce, obok ryb, są żywe żaby. Tak sobie siedzą jedna na drugiej. Przychodzi pani Joyce i mówi – poproszę 10 żab. Już się robi. Maestro odławia 10 sztuk, obcina jednym ruchem głowy, wypruwa bebechy i ściąga z żab skórę jak narciarski kombinezon. Wrzuca do worka nylonowego, na wagę i kasuje pieniądze ręką, którą właśnie wytarł z krwi. Całą operacja nie trwa dłużej niż 3 minuty, bo kolejka się robi.

Przysmaki prosto z ulicy. " FRESH AND ORGANIC". Temperatura ok. Plus 20 stopni Celsiusza. Towar przed zakupem można dotknąć.
Widoki może są dziwno-gorszące, ale zalety da sie docenić po konsumpcji.



tagi:

valser
31 stycznia 2018 16:10
18     926    11 zaloguj sie by polubić
komentarze:
parasolnikov @valser
31 stycznia 2018 16:15

Ide robić mój groszek na parze :D  .... Unijny

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @parasolnikov 31 stycznia 2018 16:15
31 stycznia 2018 16:28

Groszek na parze? Do Wielkiego Postu jeszcze troche.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @valser
31 stycznia 2018 17:19

Piękne ...ta gra w bol :))

.

 

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @valser
31 stycznia 2018 17:27

Jak ostatnio przebywałem kilka dni z nastolatkami, to zdaję mi się, że dziś chyba "bycie żydem" jest bardziej koszerne niż kiedyś.

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @Kuldahrus 31 stycznia 2018 16:28
31 stycznia 2018 17:29

Nie taki zaraz postny ten mój groszek :)

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @parasolnikov 31 stycznia 2018 17:29
31 stycznia 2018 17:42

A, to ok. Wszystko na swoim miejscu :)

zaloguj się by móc komentować

valser @parasolnikov 31 stycznia 2018 17:27
31 stycznia 2018 17:44

Swiat w wiekszosci jest niekoszerny, a ten w Hong Kongu to juz zupelnie. W samolocie do Hong Kongu stewardessa zapytala mnie czy zamawialem koszerny posilek... a ja zaskoczony i przerazony odpowiedzialem pytaniem - DLACZEGO???

Nevermind...

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @valser 31 stycznia 2018 17:44
31 stycznia 2018 17:51

Miałem na myśłi, że młode chłopaki teraz przechwalają się w byciu "Płacypitami".

zaloguj się by móc komentować

valser @parasolnikov 31 stycznia 2018 17:51
31 stycznia 2018 17:59

Glownie w Europie. Jacky Pang z Hong Kongu, gosc, z ktorym robie pare rzeczy w ciuchach, pracuje od 15 roku zycia. Nie dlatego, ze byla bida i nie dalo sie dzieci wykarmic i trzeba bylo poslac malolata do roboty. Po prostu dorosl na tyle, ze sie chcial usamodzielnic, a rodzice nie posylali go na daremne studia i nie robili po gorke.

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @valser 31 stycznia 2018 17:59
31 stycznia 2018 18:01

Piękne miejsce na ziemi...

zaloguj się by móc komentować

valser @parasolnikov 31 stycznia 2018 18:01
31 stycznia 2018 18:02

No i niekoszerne zarcie. Palce lizac.

zaloguj się by móc komentować

tadman @valser
31 stycznia 2018 19:10

No, valser. Pierwsza część bomba. Fajnie opisane. Niestety zostały tylko wspomnienia,  a placypita to exfra dodatek. Bal jednoczy i dzieli młodych.

zaloguj się by móc komentować

valser @tadman 31 stycznia 2018 19:10
31 stycznia 2018 19:24

W 1974 roku dostalem od chrzestnego ojca prawdziwa skorzana pilke na prezent komunijny. Pomaranczowa w czarne kropy. Prawdziwa "kula biedronka", a nie jakis "kondon" z kiosku Ruch. Kurde jaki ja wtedy wazny bylem! Jak z daleka mnie wszyscy witali, jak szedlem na boisko z kula pod pacha, a cala banda byla wdzieczna, ze moze prawdziwa pilka zagrac. Jak sprawdzali czy jest "dobrze nabita"? Bo do tego jeszcze byla pompka z igla.

Polska wygrywala medal na mistrzostwach Swiata, ja biegalem po placu w czerwonej koszulce z numerem 16 i bylem Grzegorz Lato i nie przeszkadzalo mi to, ze Gerd Müller strzelil nam bramke w polfinale. Bez znaczenia. Nie pamietam nawet jaki gosciu mial numer na koszulce. To nie byl po prostu moj bohater.

zaloguj się by móc komentować

adamo21 @valser 31 stycznia 2018 17:44
31 stycznia 2018 20:13

Autentyki na temat:

1  Kiedy byłem 'na ostatnim roku' przedszkola (prowadzonego przez siostry zakonne), nie miałem pojęcia co to jest piłka nożna, choć o grze w takową słyszałem od kolegów 'z roku'. Zastanawiałem się jakie mogą być to piłki z nożami i jak sie w to gra bez pokaleczenia się. 

2  Wracałem z Mexico, stewardessa zadała pytanie pt czy ktoś chce koszerne danie. Byliśmy rozbawieni, już po kilku łykach il compoto, więc padło pytanie czy nasz pilot jest koszerny. Nie był. 

Mam-ci wspominkowy dzień. 

zaloguj się by móc komentować

valser @adamo21 31 stycznia 2018 20:13
31 stycznia 2018 21:28

Z tym koszernym zarciem w samolotach jest tak, ze je trzeba zamowic extra do biletu. Dodam, ze to jest niejadalne. Bylem swiadkiem juz kilka razy jak udajacy religijnych robili afere, ze dla nich koszernej paszy nie ma. Zwykle kilka takich zestawow jest przygotowanych na wszelki wypadek, ale jest tez tak, ze jak masz do wyboru dobrego steka i jakis badziew to jest problem. W sensie - pseudoreligijni rezygnujo z badziewia, ktore zostaje na stanie i ci co dostaja posilek w ostatniej kolejnosci nie maja juz wyboru. Wymyslilem wlasnie, ze chyba zostane ortodoksyjnym niekoszernym miesozerca.

zaloguj się by móc komentować

bolek @valser
1 lutego 2018 09:47

" jakby polski SANEPID miałby wydawać pozwolenie na działalność handlowa, to musilby zapłakać, na spółkę z ekologami, obrońcami zwierząt i nie wiem z kim jeszcze."

Młodym Pulfoniem :)

Kapitalna historia!

zaloguj się by móc komentować

valser @bolek 1 lutego 2018 09:47
1 lutego 2018 10:11

Dzieki. Tak hartowala sie stal. W ogniu i dymach z kominow huty Bobrek. Ja nawet nie wiem jak Pulfonie mialy na imie i na nazwisko. Andrzej Kostorz ich naznaczyl "mody i stary Pulfon" i nikt juz sie nie zastanawial, ze oni sie moga jakosc inaczej nazywac. Pulfonie pewnego dni zniknely i jak sporo rodzin ze Slaska wyjechali do Niemiec, bo mieli "pochodzenie". To zawsze bylo tak, ze my "gorole", w odroznieniu od "hanysow" nie mielismy pochodzenia. Pulfonie pewnie zasuwaja gdzies na tasmach skladajac Volkswagena. Ja tez podzielilem los Pulfoniow, wyjechalem do niemieckojezycznej Szwajcarii bez pochodzenia i nawet roboty porzadnej na tasmie nie mam.  Jem jakies dziwne rzeczy, ktorych szanujacy sie Unioeuropejczyk do ust nie wlozy, bo nie wyglada, smierdzi, a europejska sztuka kulinarna uwaza to za ekstremelne wynalazki. Pierwszy raz w zyciu probowalem salatki z meduzy i owocu durian przyrzadzonego na deser w panierce. Owocu durian nie wolno przewozic w publicznych srodkach transportu i wnosic do przestrzeni hotelowej. Smrod jest duzego kalibru, ale smakuje dobrze.

zaloguj się by móc komentować

Tytus @valser
1 lutego 2018 10:27

Super wspomnienia, my  takich młodych płaczących nazywaliśmy "pickami". Wstyd był jak ktoś takim był nazwany.

Graliśmy bardzo ostro, faule były na porządku dziennym, popychanie i lądowanie na ławkach, wybite kciuki (to u bramkarzy), połamane barki, wstrząśnienia mózgu, połamane nogi, ręce, nie mówiąc o ranach kolan i łokci. Piękne czasy.

A najlepsze było lato. Samo południe, 35 stopni w cieniu, a ekipa z piłką na boisko. Tak hartowała się stal.    

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować