-

valser

Znalezlismy sie wszyscy w dziwnej sytuacji

Dwa dni temu, zdawalo mi sie przez chwile, ze zamkniecie bloga Coryllusa to element zaplanowanej strategii, ktorej sie nie ujawnia, tylko wykonuje. Ja zreszta w koncu maja zamknalem swoj sklep internetowy (na razie czasowo do wrzesnia, na probe pod pretekstem wakacji) i przestalem obslugiwac indywidualnego klienta, ktoremu i tak sprzedaje na eventach. Zaczalem tez w wystarczajacej ilosci realizowac zlecenia od klubow, firm i organizacji, zeby sobie na taki ruch pozwolic.

Rezygnacja ze wczesniejszych form promocji i funkcjonowania na rzecz bardziej efektywych i mniej czasochlonnych form wydaje mi sie czyms zdrowym i naturalnym wiec i tu nie zakladalem nic innego.

Dlatego uznalem, ze zamkniecie bloga ma sens biznesowy, zwlaszcza, ze wiekszosc wydawnictw funkcjonuje bez tego wyczerpujacego i czasochlonnego narzedzia-zajecia, a czas poswiecony na pisanie notki mozna zagospodarowac w taki sposob, ze teksty zawarte w ksiazce mozna sprzedac. Bloga wszyscy czytaja za darmo i tylko odsetek ludzi idzie do sklepu i cos kupuje.

Zreszta do tej pory wszystkie decyzje Coryllusa, ktore byly niezapowiedziane, czyli „z bomby”, byly starannie zaplanowane i wprowadzane po owczesnym przygotowaniu wiec sadzilem, ze tak jest i tym razem. Nie mialem pojecia, ze sa jeszcze jakies rzeczy w tle, co sie potwierdzilo dzien pozniej, a dzis przeczytalismy, ze Coryllus wroci do pisania bloga. Z jednej strony to dobra wiadomosc i z pewnoscia wielu ludzi ucieszy. Mnie rowniez.

Teraz jednak chodzi o to co napisalem w komentarzu pod notka Coryllusa z 25 lipca 2017 o 20:22

„Dzisiejszy wpis Lucyny zmienia wszystko. Moge miec tylko nadzieje, ze nic nie peklo i ze swoimi telefonami o malo optymalnych porach i obecnoscia nie namieszalem za duzo. Cenie sobie to, ze osobiscie Was poznalem i spedzic mily czas w Waszym towarzystwie. Tym nie mniej jestem zdania, ze nie ma takich waznych spraw i nie ma takich pieniedzy, ktore bylyby wieksze i cenniejsze niz rodzina i spokoj. Moge to napisac, bo stracilem i bede nosil do konca dni wine i konsekwencje. Znikam. To moj ostatni wpis tutaj.”

Podtrzymuje to co napisalem o spokoju i rodzinie i mam zamiar wszystkiego dotrzymac. Tu chodzi o Coryllusa i jego rodzine. Chodzi tez o mnie i o kazdego z Was z osobna. Byc moze lepiej bylo sie nie odzywac wziac gleboki oddech i przespac sie z tematem? Moglem to przemyslec. Nie zmieniam zdania. Bede sie trzymal tego co napisalem. Zmiana zdania w moim przypadku oznacza uznanie siebie za osobe emocjonalnie labilna i rzucajaca slowa na wiatr. Poza tym nie chce pozostawac w reakcji do sytuacji. Wtedy zawsze goni sie wiatr i pozostaje zawsze krok do tylu.

Pisze to rowniez nie baczac na konsekwencje czy to sie komus spodoba (zwlaszcza Gospodarzowi). Gdybym tego dzisiaj nie napisal, to alternatywa jest „kiszarnia” z niewyartykulowanymi myslami i emocjami. Zawsze lepiej miec jasne sytuacje i czyste w przedpole. Wtedy mozna skutecznie zagrywac. Efekt uboczny sytuacji jest taki, ze bede sie odzywal wlasnymi notkami jak bede mial cos do powiedzenia. Pozdrawiam wszystkich i zycze zeby mdlosci ustapily efektywnemu trawieniu. Wieczorny baniak Single Malt’a pomoze.



tagi:

valser
26 lipca 2017 19:40
11     1469    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Magazynier @valser
26 lipca 2017 20:57

Mój plus. Fajnie że pan tu pisze. Czekam niecierpliwie na sport. Mam bladozielone pojęcie o hokeju. A to sztuka walki zbiorowa, coś jakby turniej rycerski partia na partie. Tak się nazywały te grupki walczących. Nawet brali jeńców i domagali się okupu. W hokeju zaś można trafić na ławkę. Ale krążek w locie wiele zmienia.

O Szwajcarii jeszcze mniej wiem. Tyle że Putin et consortes mają tam swoje konta.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @valser
26 lipca 2017 22:33

Ja nie. Moja sytaucja jest niezmienna.

zaloguj się by móc komentować


krzysztof-osiejuk @valser
26 lipca 2017 22:43

Czyli pijemy razem. Twoje zdrowie!

 

zaloguj się by móc komentować

valser @krzysztof-osiejuk 26 lipca 2017 22:43
26 lipca 2017 22:51

Taka nowa swiecka tradycja. Sacze resztki Glenliveta potrojnie lezakowanego w beczkach po amerykanskim, potem europejskim debie, konczonego w beczkach po sherry. Jest slodko, owocowo i na koncu pieprznie.

zaloguj się by móc komentować

Singleton @valser
26 lipca 2017 23:00

Szacunek za przedostatni akapit.

zaloguj się by móc komentować

valser @Singleton 26 lipca 2017 23:00
26 lipca 2017 23:18

Chodzi o te beczki po sherry? One robia robote.

zaloguj się by móc komentować

tadman @valser
27 lipca 2017 08:50

Trudno zauważyć, że coś idzie nie tak, jak się jest w środku tego. Trzeba czasu,a spokoju ze strony innych.

zaloguj się by móc komentować

Paris @tadman 27 lipca 2017 08:50
27 lipca 2017 10:53

Exactement...

... potrzeba czasu i spokoju... potrzeba wylaczyc troche komputery, tlitery i inne srutery. Potrzeba mocno zrezygnowac z tej cyfryzacji i liberyzacji...

... to droga do  Wylatowa !!!

zaloguj się by móc komentować

Paris @tadman 27 lipca 2017 08:50
27 lipca 2017 10:54

Exactement...

... potrzeba czasu i spokoju... potrzeba wylaczyc troche komputery, tlitery i inne srutery. Potrzeba mocno zrezygnowac z tej cyfryzacji i liberyzacji...

... to droga do  Wylatowa !!!

zaloguj się by móc komentować

aember @valser 26 lipca 2017 22:51
27 lipca 2017 11:39

Oby nie pieprznęło.

A tak serio to zazdroszczę :)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować